Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Europa | Osobiste | Polska | Świat
RSS

Azja

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Wydarzenia w Iranie nie dają mi spokoju. I to nawet nie ze względu na to, że jestem obecnie w także rewolucyjnym kraju i, nieuchronnie, zauważam pewne analaogie między sytuacją w Islamskiej Republice, a możliwymi scenariuszami dla Wenezueli. Która, nota bene, oficjalnie solidaryzuje się z irańskimi oprawcami przy władzy. Ale nie o tym chciałem...

Do Iranu mam po prostu wielki sentyment. Kilka lat temu byłem tam przez kilkanaście dni i z owego wyjazdu pozostały mi wyjątkowo sympatyczne wspomnienia. Każdego niemal dnia upadały kolejne stereotypy z jakimi pojechałem do tego kraju. Bo fakt, że sam wyjazd też nie był tuzinkowy...

Do Iranu nie udałem się wcale aby zwiedzać Teheran, czy zobaczyć wspaniałe zabytki Isfahanu. Nie, do Iranu pojechałem wówczas tylko w jednym, jedynym celu: na narty.

I spędziłem w sumie 10 dni w dwóch położonych blisko siebie, największych lokalnych, narciarskich kurortach – Dizinie i Szemszaku. Pobyt tam, z narciarskiego punktu widzenia, był wręcz bajkowy. Śniegu ile tylko można sobie zamarzyć, a nawet więcej, oraz trasy o długościach niespotykanych na większości europejskich stokow. Dość, że powiem iż w Dizin wyciągi wynoszą amatorów białego szaleństwa na ponad 3600 metrów n.p.m. Kolejek do wyciągów nie ma żadnych, karnet na nie kosztuje tyle co piwo w Zakopanym, a hotel mniej niż zakopański karnet.

Jadąc tam wiedziałem, że się najeżdżę, ale byłem też przgotowany na to, że tzw. after-ski, będzie raczej żadne. Byłem pogodzony z tym, że wieczory będę spędzał z herbatką bez prądu i książką w ręku. Źle myślałem. Już drugiego dnia zaprzyjaźniliśmy się (byłem tam z kumplem) z lokalną młodzieżą, bardzo ciekawą cudzoziemców, świetnie mówiącą po angielsku i chętnie rozmawiającą na wszystkie, naprawdę wszystkie tematy.

Trzeciego dnia byliśmy zaproszeni na pierwszą imprezę, a czwartego piliśmy już na kolejnej imprezie alkohol. Ale to nie wszystko, stereotypy chwilę później zawaliły się jeszcze bardziej. Bo po tygodniu pocałowałem, w ukryciu oczywiście, pierwszą i pewnie ostatnią w moim życiu Irankę, instruktorkę snowboardu, studentkę ostatniego roku medycyny na teherańskim uniwersytecie.

Miała przepiękne ciemne oczy i jeszcze wspanialsze, długie kruczoczarne, lekko kręcone włosy i skórę delikatną, brzoskwiniową skórę... Spotykaliśmy się przez pięć dni, spędzając razem całą moją ostatnią w irańskich górach noc. Fakt, że gdyby nakryli nas strażnicy rewolucji skończylibyśmy w więzieniu, jedynie dodawał całej sytuacji dodatkowej pikantności... A nasze łzy na pożegnanie, były jak najbardziej prawdziwe.

Wiedzieliśmy, że już nigdy się nie zobaczymy i tak też się stało. Mahsa próbowała wprawdzie przyjechać do Europy, ale irańskie władze niezamężne kobiety w samotne podróże niechętnie wypuszczają. Jej nie wypuściły. Został kontakt mailowy. Mahsa jest już panią doktor, ma męża, także lekarza, i - od niedawna - ślicznego synka. Gdy tylko zaszła w ciąże pisała mi, że modli się aby dziecko było chłopcem, bo „Iran staje się coraz gorszym miejscem dla młodych kobiet”... Wraz z mężem (który zna, choć pewnie nie ze wszystkimi detalami, naszą zimową historię sprzed lat) zapraszała mnie, mimo to, do powtórnego odwiedzenia Iranu.

Od tygodnia Mahsa nie odpisuje na maile. Ponoć Rewolucja się broni i władze mocno ograniczyły obywatelom dostęp do sieci. Mam nadzieje, że chodzi tylko o to...

Bo gdy oglądam te zdjęcia, odruchowo staram się odszukać jej oczy, rozpoznać jej sylwetkę, myślę o niej, o jej synku i mężu. I o zaproszeniu do Teheranu. Naprawdę mam nadzieję, teraz znacznie większą niż kiedykolwiek, że się jeszcze kiedyś zobaczymy.

A tutaj jest ten wstrząsający filmik na którym umiera 16-letnia Neda, trafiona policyjną kulą prosto w pierś. Moim zdaniem każdy pownien go obejrzeć. Ponoć Neda, to po persku "głos, który należy usłyszeć"...

P.S. Zajrzyjcie też koniecznie na blog Czerwone i Czarne. Na nim też ostatnio o Iranie.


>Technorati tags: , , .

piątek, 21 marca 2008

Niestety mieli rację Reporterzy bez granic, którzy od samego początku sprzeciwiali się idei Igrzysk w Pekinie. Chiny ze swym morderczym reżimem na prawo do organizacji takiej imprezy nie zasłużyły. Ostatnie wydarzenia w Tybecie są tylko kolejnym tego potwierdzeniem. Członkom MKOl, którzy głosowali na Pekin można tylko "pogratulować" wyboru...

Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008


>Technorati tags: , , , , .