Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Europa | Osobiste | Polska | Świat
RSS
wtorek, 26 maja 2009

Internetowy portal brytyjskiego dziennika Times opublikował właśnie coś, co powinni przeczytać wszystcy podróżnicy i turyści mający wymagania większe niż kolejna Turcja, czy Egipt z Itaką. Jest to lista 100. serwisów internetowych, które – zdaniem Times Online – mogą najbardziej się przydać w planowaniu wyjazdów. Od stron na których możemy kupić bilety lotnicze, przez podróżnicze blogi i turystyczne społeczności, po wyszukiwarki hoteli, przecenionych wycieczek, ubezpieczenia podróżne, czy nawet sklepy z gadżetami dla globtroterów.

Część polecanych serwisów jest bardzo znanych, bo przecież Kayak’a, czy SeatGuru nie trzeba już chyba nikomu reklamować; ale każdy na pewno znajdzie dla siebie w tej setce coś nowego i ciekawego. Zwłaszcza, że w proponowanej setce znalazły się tak wyspecjalizowane strony jak te, które adresowane są np. do rodziców podróżujących z małymi dziećmi, dla turystów w podeszłym wieku, czy dla tych którzy nie zatrzymują się w hotelach o standardzie niższym niż 5 gwiazdek.

Warto także zajrzeć to kometarzy, bo wypowiadający się tam czytelnicy dzielą się chętnie swoimi propozycjami i podają adresy serwisów niesłusznie – ich zdaniem – pominiętych przez Times.

Wszystko oczywiście jest po angielsku i mocno british-centred, ale i tak – wydaje mi się – warte uwagi.

Dla tych, którzy wolą biletów szukać w Polsce – małe przypomnienie: mój subiektywny mini-poradnik napisany już ponad rok temu. Chyba wciąż aktualny.

Tak jak wówczas zachęcam Was do dzielenia się Waszymi adresami i sposobami na jak najtańsze podróże. Tutaj, albo w komentarzach sprzed zalinkowaną powyżej notką sprzed roku.


>Technorati tags: , , ,

03:58, tierralatina , Świat
Link Komentarze (1) »
środa, 15 kwietnia 2009

Kusi mnie aby wprowadzić w tym blogu nową kategorię. Wspominając Czesława Niemena nazwałbym ją „Dziwny jest ten Świat”... Póki co, zadowolę się tylko takim tagiem.

231 milionów procent. Jak myślicie, co to jest?

To ostatni, oficjalnie podany, w lipcu ubiegłego roku, wskaźnik inflacji w Zimbabwe. Od tego czasu tamtejszy bank centralny przestał mierzyć tempo spadku wartości dolara zimbabweńskigo. Bo – jak szczerze przyznali jego szefowie – przestało to mieć jakikolwiek sens.

Bank skupił się na drukowaniu pieniędzy i przeprowadzaniu kolejnych dewaluacji. W ubiegłym roku obcięto lokalnej walucie 10 zer, w lutym tego roku ponownie 12 zer.

Mimo tych akcji zimbabweńska waluta stała się czymś super abstrakcyjnym. Na początku listopada ubiegłego roku jeden dolar amerykański wart był... 669 miliardów dolarów zimbabweńskich. A kilka tygodni później do obiegu wprowadzono taki oto banknot:

Banknot 100 trylionow (bilionow) dolarow Zimbabwe

I nie był on wcale najwyższym nominałem. Na początku tego roku pojawił się bowiem banknot o wartości 500 trylionów bilionów.

Administracja państwowa w końcu się jednak poddała. Od stycznia w Zimbabwe można już oficjalnie używać zagranicznych pieniędzy – dolara amerykańskiego i południowoafrykańskiego randa. A w miniony poniedziałek oficjalnie zawieszono obieg narodowej waluty.

Tymczasem zimbabweński prezydent Robert Mugabe w ubiegłym roku kupił sobie luksusową rezydencję w Hong Kongu za blisko 6 milionów dolarów. Amerykańskich. Wątpię czy jest w stanie podać jej wartość w walucie własnego kraju...


>Technorati tags: , , , , , ,

07:21, tierralatina , Afryka
Link Komentarze (29) »
środa, 25 marca 2009

Neuroblastoma, czyli inaczej mówiąc nerwiak płodowy, to jeden z najczęściej dotykających małe dzieci nowotworów złośliwych. Diagnozuje się go zazwyczaj między pierwszym miesiącem, a drugim rokiem życia malucha. I niestety medycyna wciąż najczęściej jest bezradna. Mniej niż 40. proc. dzieci dotkniętych tym typem raka udaje się przeżyć.

Dlaczego o tym piszę? Bo jednym z instytutów prowadzących obecnie najbardziej obiecujące prace badawcze nad tym właśnie typem nowotwora jest Akademia Medyczna przy japońskim Uniwersytecie Chiba. I która mimo dysponowania potężnymi środkami zwróciła się o pomoc do propagowanego tu już przeze mnie World Community Grid.

Gdyby japoński uniwersytet miał się opierać tylko i wyłącznie na mocy obliczeniowej własnych komputerów, to szukanie lekarstwa mogącego zablokować działanie proteiny podejrzewanej o aktywny udział w mnożeniu się komórek rakowych neuroblastomy trwać mogłoby nawet 100 lat. Tymczasem japońscy naukowcy szacuja, że dzięki przetwarzaniu rozproszonemu, czas ten można skrócić do zaledwie dwóch lat...

Możecie pomóc. Lub nie. Wybór należy do Was.

The cause of neuroblastoma is unknown, but most physicians believe that it is an accidental cell growth that occurs during normal development of the sympathetic ganglia and adrenal glands. It occurs most often during the first two years of a child's life, and has a high risk for disease relapse with survival rates of less than 40 percent.

The rapid advancement of genetic research at Chiba Cancer Center Research Institute holds great promise for treating neuroblastoma. The new Help Fight Childhood Cancer project will use the idle computational power from your computer to identify which of the three million potential drug candidates can inhibit growth of three particular proteins believed to prevent successful treatment via conventional approaches, such as chemotherapy.

"Our promising research will be further advanced by the free computing power we will use from World Community Grid," said Dr. Akira Nakagawara, the principal investigator at the Chiba Cancer Center Research Institute. "It would take us about 100 years using our own computing resources to make progress, but with access to one of the world's largest virtual supercomputers, we estimate to complete this project in two years, and begin laboratory trials."

Dr. Nakagawara recently earned the Princess Takamatsu Cancer Research Fund Prize 2008 for his neuroblastoma research. In his work, he discovered that one protein, TrkB, is expressed at high levels in aggressive neuroblastomas and enhances the tumor cell's growth. World Community Grid will conduct complex chemistry simulations to determine which drug candidates bond to TrkB, as well as the proteins ALK and SCxx, so that those can be tested further in the laboratory. All results will be made available to the general scientific community to advance the field of cancer biology and drug discovery.

For more information about the Help Fight Childhood Cancer Project and other projects running on World Community Grid, please click here.

We sincerely appreciate your wonderful support


>Technorati tags: , , , , , ,

21:43, tierralatina , Osobiste
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 stycznia 2009

No nie ma najmniejszych wątpliwości. Czytelniczki (czytelnicy też?) bloga Tierralatina za najseksowniejszego polskiego polityka uznali aktualnego szefa dyplomacji, Radka Sikorskiego.

Radek Sikorski - najseksowniejszy polski polityk?

Pamiętacie? Tą minisondę ogłosiłem przy okazji dość zaskakujących wyników plebiscytu na najseksowniejszych polityków w oczach włoskich biznesmenek. Okazało się wówczas, że menadżerki z Italii najchętniej wzdychają do Silvio Berlusconiego. Czyli, mówiąc to delikatnie, lubią mocno dojrzałych mężczyzn, bo włoski premier – warto to sprecyzować – ma już ponad 72 lata.

A jak jest w Polsce? Wśród moich czytelniczek (czytelników też?) wiek najwyraźniej nie jest tym co najbardziej kręci. Bo za najbardziej seksownego nie został uznany ani najstarszy, ani najmłodszy z kandydatów - Radek Sikorski ma niespełna 46 lat. Tymczasem szef dyplomacji zdeklasował swych konkurentów. W atrakcyjności nikt mu nawet do pięt nie dorasta. Tierralatinowy Mister Polskiej Polityki otrzymał aż 53 proc. wszystkich głosów.

 Kto jest seksowny? Wyniki sondy.

Wyniki oznaczają, że czytelniczki (czytelników też?) sprawowana władza aż tak bardzo nie kręci, nie podnieca. Bo szef Sikorskiego, czyli premier Donald Tusk, choć został wybrany na Wicemistera, to jednak z wynikiem znacznie bledszym – otrzymał zaledwie 17 proc. głosów.

Dalej w rankingu jest już bardzo ciasno. I – szczerze mówiąc – kryteria Waszego wyboru stają się dla mnie wyjątkowo niejasne. Bo np. nie rozumiem dlaczego Prezydent Lech Kaczyński podoba się niemal dwukrotnie większej ilości czytelniczek (czytelników też?), niż jego – identyczny przecież – brat Jarosław. No chyba, że odegrały tu pewną rolę wątpliwości, o których niedawno pisał na blogu Janusz Palikot...

Inną zagadką jest dla mnie absolutna przegrana Aleksandra Kwaśniewskiego, od którego podoba się bardziej – i to jest dla mnie już zupełne zaskoczenie – nawet Karol „Melex” Karski.

A może poprostu uznaliście, że zarówno Aleksander Kwaśniewski jak i Jarosław Kaczyński są już politycznymi „has-beenami”. Czyżby bycie passé było w polityce aż tak bardzo nieseksowne?


>Technorati tags: , , .

23:11, tierralatina , Polska
Link Komentarze (18) »
wtorek, 09 grudnia 2008

Wiecie co oznacza „przetwarzanie rozproszone”? Też nie wiedziałem, aż do momentu gdy – myśląc o tej notce – zacząłem szukać polskiego tłumaczenia angielskojęzycznego zwrotu „network computing”. No i dowiedziałem się, że to właśnie owo „przetwarzanie rozproszone”.

Pod tą dość enigmatyczną nazwą kryje się bardzo sympatyczna technologia pozwalająca na wykonywanie skomplikowanych obliczeń, nie za pomocą drogich superkomputerów, ale zwykłych domowych, czy biurowych maszyn, połączonych w sieć. Może to być sieć komputerów jakiegoś laboratorium, albo też setki, czy tysiące komputerów rozproszonych po całym świecie, komunikujących się za pomocą internetu z serwerem przydzielającym im zadania do wykonania.

Laptop na którym piszę w tej chwili tą jest właśnie częścią takiej sieci. Podczas gdy ja wystukuje ten tekst na klawiaturze, czyli na dobrą sprawę w żaden sposób nie wykorzystuje mocy obliczeniowej mojego komputera, jego procesor jednak nie leniuchuje, nie marnuje swych możliwości. Dzięki programowi BOINC wykonuje kalkulacje, które pomogą m.in. amerykańskim naukowcom szukającym leków na dengę – niebezpieczną tropikalną chorobę, kanadyjskim badaczom protein podejrzewanych o powodowanie raka, czy też instytutowi studiującemu wirusa HIV.

Oczywiście mam pełną kontrolę nad tym dla kogo, jak i kiedy pracuje mój komputer. Moge wybrać konkretne programy naukowe, mogę określić jaką część twardego dysku przeznaczam na te kalkulacje, oraz jaki procent możliwości mojego procesora BOINC może wykorzystać. Mogę nawet zastrzec, aby mój komputer pracował dla nauki tylko i wyłącznie wtedy gdy jest włączony, lecz nikt go nie używa.

Pewnie się domyślacie do czego zmierzam. Oczywiście chciałbym abyście też oddali „kawałek” swojego komputera nauce. Zwłaszcza jeśli Wasz komputer służy tylko do odbierania poczty i surfowania po internecie. Względnie do obsługi biurowych aplikacji. Pomyślcie jak bardzo jego marnują się jego możliwości. I energia elektryczna. Zwłaszcza, jeśli – sam tak mam – komputera nie wyłączacie prawie nigdy.

Motywacji może być wiele. World Community Grid przygotował niedawno wideoklip, w którym niektóre z prawie pół miliona osób, które - tak jak ja – użyczyły mu swych komputerów, tłumaczą dlaczego się przyłączyły do projektu:

 

W tej chwili dla World Community Grid pracuje na świecie ponad milion komputerów. Razem wykonały one obliczenia, które - jeśli miałby wykonać je jeden z nich - trwałyby... 202 tysiące lat. Potencjał „przetwarzania rozproszonego” jest więc, jak widać, ogromny.

A jaką będziemy mieli satysfakcję, jeśli któregoś dnia np. ekipa naukowców z kanadyjskiego Ontario oświadczy, że dokonała odkrycia pozwalającego skuteczniej walczyć z niektórymi rodzajami raka. Dzięki naszej pomocy! Nie ma oczywiście gwarancji, że tak się stanie, ale na pewno warto próbować. Tym bardziej, że nic to nas nie kosztuje i nie wymaga większego zachodu niż instalacja gadu-gadu na komputerze.

Wystarczy tylko się zarejestrować i pobrać niewielki programik. A tutaj są moje wyniki. Komputery na jakie zaprzęgłem do tej pracy, pomagały nauce już przez ponad rok czasu:

Udało mi się już zachęcić kilku znajomych. Pracujemy razem w drużynie tierralatina.pl. To oczywiście nie ma żadnego praktycznego znaczenia – to tylko zabawa w porównywanie wyników. Jeśli macie ochotę, przyłączcie się, będzie mi bardzo miło. Drużyna jest tutaj. Każdy może też utworzyć własną. Indywidualiści mogą pozostać sami. Ważne jest samo uczestnictwo w programie. Może to zabrzmi trywialnie, ale razem naprawdę można zdziałać wiele.

Niezbędne oprogramowanie jest dostępne dla Windows, Maca i Linuxa.


>Technorati tags: , , , .

sobota, 29 listopada 2008

Mam wielką prośbę. Może są wśród Was znawcy motoryzacji. A zwłaszcza specjaliści od amerykańskich samochodów. Ale nie tych współczesnych, lecz tych ze złotego okresu ichniej produkcji. Z czasów np. Bullitta, czyli przełomu lat 60-tych i 70-tych.

Sporo takich samochodów jeździ jeszcze w Ameryce Łacińskiej. Czasem tak przerdzewiałe i poobijane, że naprawdę ach nie chce się wierzyć, że takie coś może jeszcze się poruszać. Często jednak w całkiem niezłej formie. Jak chociażby ten samochód sfotografowany przeze mnie kilka dni temu w Caracas:

nieznany samochod na ulicy Caracas 

No właśnie... oto moja prośba – czy ktoś może wie co to takiego? Nie chodzi mi o model, a jedynie o markę. Oldsmobile, Pontiac? Chyba jednak żaden z nich. Dla ułatwienia zrobiłem powiększenie znaczka górującego nad maską. Może to komuś pomoże?

logo nieznanego samochodu

Wygląda na to, że znajdują się na nim trzy litery: LTD, ale głowy nie dam. Jakieś propozycje?


>Technorati tags: , , .

1 , 2 , 3 , 4 , 5