Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Europa | Osobiste | Polska | Świat
RSS
środa, 09 września 2009

Lojalnie uprzedzam – jeśli jeszcze kiedyś spotkam jakiegoś zwolennika spiskowych teorii, twierdzącego że tzw. świńska grypa to sztuczny problem wymyślony przez strategów z koncernów farmaceutycznych, bądź wydumana afera podgrzewana przez prasę, czy też pic na wodę, a nie żadna epidemia, to... mogę uderzyć...

Albo przynajmniej nieodwołalnie uznać tą osobę za idiotę. Szkodliwego idiotę.

Dyskusji żadnej na pewno nie będzie.

Piszę to zupełnie poważnie, bez najmniejszego poczucia humoru. Bo odkąd sam walczę z wirusem A (H1N1) to średnio mi do śmiechu...

Zaczęło się w minioną niedzielę i w sumie bardzo niewinnie – od lekkiego bólu gardła po przebudzeniu. Przeziębienie – pomyślałem i specjalnie się tą dolegliwością nie przejmowałem. Napisałem blognotkę o rażącej niekompetencji naszej narodowej agencji prasowej, odebrałem rzeczy z pralni, poszedłem z psem na spacer, przejrzałem niedzielną prasę – rutyna w sumie...

Z tą różnicą, że każda kolejna czynność wymagała ode mnie coraz to większego wysiłku, a do bólu gardła dołączył też po kilku godzinach ból głowy. Polazłem więc do apteki i kupiłem w niej jakieś typowe przeziębieniowo-grypowe-antgorączkowe preparaty. Zwalczymy choróbsko w zarodku - pomyślałem łykając maksymalną dozwoloną dawkę i kładąc się do łóżka. Było coś koło siedemnastej.

Obudziłem się w środku nocy. Mokry. Kołdra, prześcieradło, materac też zupełnie mokre. Jakby ktoś mnie wodą polał. I do tego te dreszcze. Telepało mnie z zimna, choć pot ze mnie lał się ciurkiem. Dowlokłem się do kuchni, łyknąłem więcej antygorączkowych lekarstw i ponownie do mokrego łóżka. Na tym etapie było mi już chyba wszystko jedno...

Obudziłem się po szesnastej. W stanie podobnym jak w środku nocy. Czyli złym, bardzo podłym. Bolało mnie już nie tylko gardło i głowa, ale każdy fragment mojego ciała, każdy mięsień. Co więcej zaczynałem już trochę gadać od rzeczy. To właśnie to sprawiło, że mieszkający ze mną postanowili – w sumie wbrew mojej woli – zawieźć mnie do szpitala. Na szczęście zwykłego, nie psychatrycznego...

W szpitalu, zgodnie z specjalnymi procedurami związanymi z pandemią grypy, choć w izbie przyjęć się kłębiło, zostałem przyjęty poza kolejnością. Objawy, zdaniem lekarzy, wręcz podręcznikowe, zmierzona temperatura – 41,5 stopni, także.

Podany dożylnie paracetamol na szczęście szybko obniżył gorączkę i zarazem mnie sprowadził na Ziemię. Mogłem jako tako porozmawiać z lekarzem. Który przede wszystkim zwymyślał mnie, że tak długo zwlekałem ze zgłoszeniem się po pomoc. „Tyle media trąbią aby nie bagatelizować symptomów, tymczasem wciąż są tacy którym wydaje się, że wiedzą lepiej” – strofował.

Kilka godzin później ze szpitala zostałem wypuszczony. Potwierdzono zakażenie wirusem A (H1N1), lecz, mimo dość gwałtownego przebiegu choroby, nie dopatrzono się żadnych komplikacji. Dostałem słynne Tamiflu i maseczkę chirurgiczną na twarz do kontaktów ze zdrowymi osobnikami.

Tamiflu, maseczka i komputer - wierni towarzysze mojego grypowego odosobnienia

Tamiflu zadziałalo rewelacyjnie. Już po kilku godzinach od łyknięcia pierwszej kapsułki poczułem się wyraźnie lepiej. Oczywiście cudów nie ma i magicznie nie wyzdrowiałem, ale wszelkie symptomy wyraźnie osłabły.

Dzisiaj męczy już mnie tylko kaszel. Nawet gorączka ustąpiła.

Nie oznacza to jednak, że Tamiflu jest gwarancją wyzdrowienia. Podobno po trzecim dniu od wystąpienia pierwszych objawów grypy jego skuteczność dramatycznie spada. Zdarza się też, że grypa wywoływana przez A (H1N1) ma tak gwałtowny przebieg iż nic nie jest w stanie jej zatrzymać. I to bynajmniej nie dotyczy wyłącznie osobników słabych, takich jak starcy i dzieci. Najlepszym na to przykładem jest, w tej chwili już były szef ochrony prezydenta Ekwadoru Rafaela Correi, pułkownik John Merino. Czyli facet, z racji zajmowanego stanowiska, w sile wieku i bardzo dobrej kondycji fizycznej. Na początku sierpnia zdiagnozowano u niego „świńską” grypę. Mimo, że był leczony przez najlepszych rządowych lekarzy, którzy mieli dostęp do wszystkich istniejących terapii, pułkownik Merino, po 28 dniach spędzonych w szpitalu, właśnie zmarł. Inny prezydencki ochroniarz, oraz ekwadorski minister ds. polityki, Ricardo Patiño, u których grypę zdiagnozowano w tym samym czasie, już dawno wyzdrowieli...


>Technorati tags: , , , , .

08:32, tierralatina , Osobiste
Link Komentarze (19) »