Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Europa | Osobiste | Polska | Świat
RSS
piątek, 31 lipca 2009

banana bunker - pokrowiec na banana

Nie, naprawdę powyższe zdjęcie nie przedstawia artykułu ze sklepu do którego wstęp mają tylko dorośli. Wręcz przeciwnie – to gadżet, który w zamyśle swych wynalazców, mógłby znaleźć swoje miejsce nawet w tornistrze pierwszoklasisty idącego do szkoły. Oraz w plecakach wędrowców bez względu na ich płeć, stan cywilny, czy upodobania seksualne. Bo to co jest na tym zdjęciu to po prostu... pokrowiec na banana.

Kto podróżował i chował w podręcznym bagażu banana do późniejszego przegryzienia wie dobrze czym to się może skończyć. Ale żeby od razu pakować owoc w plastikowe tuleje? Trzeba być Amerykaninem (czyt. mieszkańcem USA), albo Japończykiem aby wpaść na taki pomysł. Bo to chyba te dwie nacje przodują w wymyślaniu przedmiotów mających, przynajmniej w teorii, uprościć nam życie...

Popularny internetowy serwis gadżeciarski spotcoolstuff.com opublikował właśnie listę najbardziej bezużytecznych, czy wręcz absurdalnych produktów dla turystów i podróżujących. Banana bunker pochodzi z tego właśnie rankingu, ale – zapewniam Was – nie jest najbardziej zaskakujący... Zajrzyjcie sami - zdziwicie się, uśmiejecie, albo obrzydzicie. Bądź wszystko na raz.

A może sami znacie jakieś inne absurdalne podróżnicze wynalazki? Może kupiliście kiedyś coś co w podróży okazało się zupełnym niewypałem, czymś co tylko ciążyło w plecaku?

Ja pamiętam np. szatański pomysł jakiegoś PRL-owskiego rzemieślnika, czyli rurkę do snorkelingu z piłeczką pingpongową blokującą jej wylot w trakcie zanurzenia. Niby po to aby uniemożliwić zachłystnięcie się wodą...

Pływam od małego dość dobrze. Na tyle aby n.p. zdobyć ongiś pływackie wicemistrzostwo mojego rodzinnego miasta, czy wiele lat później - w wyniku durnego zakładu - przepłynąć wpław z Nyon do Yvoire nad Jeziorem Genewskim... I tylko raz tylko w życiu omal się nie utopiłem. Właśnie przez tą nowatorską rurkę... Gdy piłeczka zatkała ją w trakcie łapczywego wdechu...


>Technorati tags: , , , .

00:22, tierralatina , Świat
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 lipca 2009

Nieskromnie powiem, że jestem z siebie bardzo dumny. Mnie, żarłokowi i amatorowi alkoholi wszelakich, udało się przeprowadzić głodówkę. Niektórzy nazywają ją oczyszczającą, dla mnie była przede wszystkim odchudzająca. Nie wiem ile dokładnie straciłem na wadze, bo takowej nie posiadam, ale po różnych częściach garderoby widzę, że sporo. Pasek muszę zapinać o 3 dziurki dalej niż do tej pory. A i o czwartą mógłbym zahaczyć...

Głodowałem przez równe 10 dni. Nie jadłem przez ten czas absolutnie niczego, a piłem jedynie czystą wodę. Żadnej nawet herbaty, czy soku. I w sumie nadal głoduje, bo po takim okresie niejedzenia nie można od razu usmażyć sobie befsztyka, zagryźć go frytkami i popić lampką wina, czy kuflem piwa. Niestety.

Specjaliści twierdzą, że wychodzenie z głodówki trwać powinno tyle ile trwała sama głodówka. Czyli w moim przypadku 10 dni. Stopniowo, powoli należy przyzwyczajać organizm do ponownego przyjmowania pokarmu. Jestem na etapie jedzenie gotowanych warzyw. Bez soli, bez przypraw, bez nawet kropelki oliwy...

Czyli, jak mowilem, głodowka jeszcze dla mnie trwa (bo przecież tych, wspomnianych wyżej, niemowlęcych potraw jedzeniem nazwać nie można). I wciąż też miewam sny o pieczystym jagnięciu, o wenezuelskiej cachapie, o empanadach, soczewicy duszonej z warzywami i wołowiną i innych tego typu smakołykach. Takie kulinarne koszmary (bo dla głodnego to koszmary) prześladują mnie regularnie od czasu gdy przestałem przyjmować pokarm.

Choć dzisiaj, poza jedzeniem, przyśnił mi się też Hugo Chávez, który – nie wiem czemu – osobicie składał mi życzenia urodzinowe i dawał w prezencie wielką butlę jakiegoś wymyślnego alkoholu... Może wziął mnie za Szymona Bolivara, którego 226. rocznica narodzin, jest dzisiaj hucznie w Wenezueli obchodzona? :)

I choć te 10 dni łatwe nie były, zwłaszcza pierwszy tydzień głodowania, to – generalnie – polecam takie doświadczenie. Oczywiście lepiej wcześnie trochę poczytać (w internecie mnóstwo jest stron poświęconych głodowaniu) i robić to świadomie, wiedząc mniej więcej jakich reakcji organizmu należy się spodziewać, jak do głodówki się przygotować i jak z niej wychodzić.

Ja po tym poście czuję się wyśmienicie – pełen energii, entuzjazmu i optymizmu. Naprawdę dawno nie byłem w tak świetnej formie! Jestem pewien, że głodówkę kiedyś powtórzę, może nawet dłuższą...


>Technorati tags: , .

22:52, tierralatina , Osobiste
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 20 lipca 2009

Prestiżowy, amerykański, poświęcony turystyce miesięcznik Travel + Leisure, opublikował niedawno ranking najlepszych, z punktu widzenia turysty, miast świata. Najlepszych w tym przypadku oznacza miasta, w których turysta się nie nudzi i ma bogatą, nie przesadnie drogą, ofertę kulturalno-gastronomiczno-hotelową.

Ranking powstał na podstawie ankiet jakie otrzymali do wypełnienia czytelnicy magazynu. Mieli oni ocenić, w ulubionych przez nich miastach atrakcyjność wizualną, miejsca do zwiedzania w samym mieście i jego okolicy, ofertę kulturalną, infrastrukturę hotelową, przyjazność lokalnych mieszkańców, ofertę gastronomiczną, obfitość i jakość lokalnych sklepów, oraz ogólną przystępność cenową tego wszystkiego.

Efekt tego jest taki:

  1. Udaipur (Indie)
  2. Kapsztad (RPA)
  3. Bangkok (Tajlandia)
  4. Buenos Aires (Argentyna)
  5. Chiang Mai (Tajlandia)
  6. Florencja (Włochy)
  7. Luang Prabang (Laos)
  8. Nowy Jork (USA)
  9. Rzym (Włochy)
  10. San Francisco (USA)
  11. Sydney (Australia)
  12. Jaipur (Indie)
  13. Oaxaca (Meksyk)
  14. Stambuł (Turcja)
  15. Fez (Maroko)
  16. Cuzco (Peru)
  17. Jeruzalem (Izrael)
  18. Siem Reap (Kambodża)
  19. Quebec (Kanada)
  20. Kyoto (Japonia)

Ranking w oryginale znajduje się tutaj.

Oczywiście pamiętać trzeba, że czytelnicy Travel + Leisure to przede wszystkim Amerykanie (czyt. mieszkańcy USA) i to raczej nie ci najbiedniejsi. Ranking stworzono więc na podstawie głosów i gustów raczej nie ludzi samotnie podróżujących z plecakami, lecz tych którzy zwiedzają świat rodzinnie, z kilkoma kartami kredytowymi w portfelu.


>Technorati tags: , , .