|
Archiwum
Zakładki:
Abonament RSS
AFRYKA
AUSTRALIA
AZJA
EUROPA
POLSKA
ŚWIAT
TO TAKŻE JA:
|
wtorek, 10 listopada 2009
No właśnie. Ty, ja, my wszyscy. Podpisz się - zrób przynajmniej tyle.
>Technorati tags: Ty decydujesz, zmiany klimatyczne, Greenpeace.
środa, 09 września 2009
Lojalnie uprzedzam – jeśli jeszcze kiedyś spotkam jakiegoś zwolennika spiskowych teorii, twierdzącego że tzw. świńska grypa to sztuczny problem wymyślony przez strategów z koncernów farmaceutycznych, bądź wydumana afera podgrzewana przez prasę, czy też pic na wodę, a nie żadna epidemia, to... mogę uderzyć... Albo przynajmniej nieodwołalnie uznać tą osobę za idiotę. Szkodliwego idiotę. Dyskusji żadnej na pewno nie będzie. Piszę to zupełnie poważnie, bez najmniejszego poczucia humoru. Bo odkąd sam walczę z wirusem A (H1N1) to średnio mi do śmiechu... Zaczęło się w minioną niedzielę i w sumie bardzo niewinnie – od lekkiego bólu gardła po przebudzeniu. Przeziębienie – pomyślałem i specjalnie się tą dolegliwością nie przejmowałem. Napisałem blognotkę o rażącej niekompetencji naszej narodowej agencji prasowej, odebrałem rzeczy z pralni, poszedłem z psem na spacer, przejrzałem niedzielną prasę – rutyna w sumie... Z tą różnicą, że każda kolejna czynność wymagała ode mnie coraz to większego wysiłku, a do bólu gardła dołączył też po kilku godzinach ból głowy. Polazłem więc do apteki i kupiłem w niej jakieś typowe przeziębieniowo-grypowe-antgorączkowe preparaty. Zwalczymy choróbsko w zarodku - pomyślałem łykając maksymalną dozwoloną dawkę i kładąc się do łóżka. Było coś koło siedemnastej. Obudziłem się w środku nocy. Mokry. Kołdra, prześcieradło, materac też zupełnie mokre. Jakby ktoś mnie wodą polał. I do tego te dreszcze. Telepało mnie z zimna, choć pot ze mnie lał się ciurkiem. Dowlokłem się do kuchni, łyknąłem więcej antygorączkowych lekarstw i ponownie do mokrego łóżka. Na tym etapie było mi już chyba wszystko jedno... Obudziłem się po szesnastej. W stanie podobnym jak w środku nocy. Czyli złym, bardzo podłym. Bolało mnie już nie tylko gardło i głowa, ale każdy fragment mojego ciała, każdy mięsień. Co więcej zaczynałem już trochę gadać od rzeczy. To właśnie to sprawiło, że mieszkający ze mną postanowili – w sumie wbrew mojej woli – zawieźć mnie do szpitala. Na szczęście zwykłego, nie psychatrycznego... W szpitalu, zgodnie z specjalnymi procedurami związanymi z pandemią grypy, choć w izbie przyjęć się kłębiło, zostałem przyjęty poza kolejnością. Objawy, zdaniem lekarzy, wręcz podręcznikowe, zmierzona temperatura – 41,5 stopni, także. Podany dożylnie paracetamol na szczęście szybko obniżył gorączkę i zarazem mnie sprowadził na Ziemię. Mogłem jako tako porozmawiać z lekarzem. Który przede wszystkim zwymyślał mnie, że tak długo zwlekałem ze zgłoszeniem się po pomoc. „Tyle media trąbią aby nie bagatelizować symptomów, tymczasem wciąż są tacy którym wydaje się, że wiedzą lepiej” – strofował. Kilka godzin później ze szpitala zostałem wypuszczony. Potwierdzono zakażenie wirusem A (H1N1), lecz, mimo dość gwałtownego przebiegu choroby, nie dopatrzono się żadnych komplikacji. Dostałem słynne Tamiflu i maseczkę chirurgiczną na twarz do kontaktów ze zdrowymi osobnikami.
Tamiflu zadziałalo rewelacyjnie. Już po kilku godzinach od łyknięcia pierwszej kapsułki poczułem się wyraźnie lepiej. Oczywiście cudów nie ma i magicznie nie wyzdrowiałem, ale wszelkie symptomy wyraźnie osłabły. Dzisiaj męczy już mnie tylko kaszel. Nawet gorączka ustąpiła.
Nie oznacza to jednak, że Tamiflu jest gwarancją wyzdrowienia. Podobno po trzecim dniu od wystąpienia pierwszych objawów grypy jego skuteczność dramatycznie spada. Zdarza się też, że grypa wywoływana przez A (H1N1) ma tak gwałtowny przebieg iż nic nie jest w stanie jej zatrzymać. I to bynajmniej nie dotyczy wyłącznie osobników słabych, takich jak starcy i dzieci. Najlepszym na to przykładem jest, w tej chwili już były szef ochrony prezydenta Ekwadoru Rafaela Correi, pułkownik John Merino. Czyli facet, z racji zajmowanego stanowiska, w sile wieku i bardzo dobrej kondycji fizycznej. Na początku sierpnia zdiagnozowano u niego „świńską” grypę. Mimo, że był leczony przez najlepszych rządowych lekarzy, którzy mieli dostęp do wszystkich istniejących terapii, pułkownik Merino, po 28 dniach spędzonych w szpitalu, właśnie zmarł. Inny prezydencki ochroniarz, oraz ekwadorski minister ds. polityki, Ricardo Patiño, u których grypę zdiagnozowano w tym samym czasie, już dawno wyzdrowieli... >Technorati tags: świńska grypa, A (H1N1), epidemia, choroba, Tamiflu.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Słowo się rzekło, trzeba je dotrzymać. W Ameryce Południowej i w Polsce już 31. sierpnia, czyli wielkie blogaskowe święto, polegające na wyławianiu perełek z mętnej i wciąż rosnącej blogosfery. Moich pięć tegorocznych typów, blogów które sam niedawno odkryłem i które jeszcze nie dostały się do żadnego z moich blogrolli (nie żeby było ich wiele – są dwa: ten tutaj i na tierralatina.pl):
Jeśli Wam propozycji wciąż mało to zapraszam do blogdejowych wpisów z poprzednich lat: BlogDay 2008, BlogDay 2007, BlogDay 2006. Blogosfera jest jednak ulotna. Niektóre z polecanych wówczas blogów już niestety nie istnieją. Inne wciąż jeszcze w sieci wiszą, ale zamarły. Jest nawet jeden, który zamienia się w książkę. Na szczęście większość nadal działa i trzyma poziom. >Technorati tags: BlogDay2009, blogosfera, blogi.
czwartek, 27 sierpnia 2009
Tegoroczny BlogDay zbliża się coraz większymi krokami. Przypominam – 31 sierpnia należy opublikować notkę polecającą pięć innych, interesujących naszym zdaniem i niedawno przez nas samych odkrytych, blogów. Relatywny trud tej operacji polega na tym, że powinny to być blogi różniące się tematem od naszego własnego i nie figurujące wcześniej w naszym blogrollu. Ale też to właśnie z tego powodu ta zabawa jest aż tak fajna – bo zmusza nas samych, chcących w niej wziąć udział, do eksploracji blogosfery, do wyjścia poza znane nam już linkowe ścieżki. Ja już od kilku dni zaglądam w wolnych chwilach w nieznane mi wcześniej zakątki sieci, właśnie z myślą o BlogDay. I mam już pierrwszych kandydatów do zareklamowania w przyszły poniedziałek. Was, tych którzy sami piszą blogi, szczerze zachęcami do wspólnego świętowania blogaskowego święta...
>Technorati tags: BlogDay2009, blogosfera, blogi.
środa, 12 sierpnia 2009
Zainspirowany mapką która pojawiła się niedawno na blogu u Chihiro, a zwłaszcza dyskusją którą ona wywołała, postanowiłem też zrobić i pokazać mapkę Mojego Świata, czyli państw które udało mi się do tej pory odwiedzić. Oto ona:
Dla niektórych pewnie będzie imponująca, dla mnie – choć jestem z niej bardzo zadowolony – wciąż niewystarczająca. Wciąż zbyt wiele jest na niej szarości. Nie ukrywam wcale, że chciałbym aby zaczerwieniła się jak najbardziej, cała jeśli to możliwe. Ale i nawet to byłoby zbyt mało... Bo przecież bynajmniej nie chodzi o „zaliczanie” kolejnych państw, czy kolekcjonowanie stempli w paszporcie. Zresztą ta ostatnia kolekcja nie jest specjalnie atrakcyjna, zważywszy na regularność z jaką mi kradną dokumenty... Chodzi o zaspokojenie wiecznego głodu świata, ciekawości wobec innych kultur, ludzi, zawyczajów, pejzaży. O nowe smaki, zapachy, uśmiechy, spotkania. Nie ma kraju do którego nie chciałbym pojechać, tak samo jak nie ma miejsca, w które nie chciałbym wrócić. Nawet jeśli ostatnia wizyta w danym miejscu nie pozostawiła po sobie miłych wspomnień. Bo miejsca też się zmieniają, a poza tym nawet w najbrzydszym mieście można spotkać wspaniałych ludzi, czegoś się nauczyć, coś zrozumieć. Podróże wcale przy tym nie muszą być dalekie, czasem tuż za rogiem czai się inne, ciekawe, czy egzotyczne. Poza tym czy można powiedzieć, że jakiś kraj poznało się wystarczająco? Nawet własny? Wątpię. Przecież zawsze jest coś nowego, ukrytego, coś co się zmieniło, czy coś co wcześniej przeoczyliśmy, coś na co nie mieliśmy czasu, jakaś historia której nie słyszeliśmy... Mówi się, że głód rośnie w miarę jedzenia. Co zresztą nie jest prawdą. Bo choć jeść lubię, to wielokrotnie doprowadziłem się przy stole do takiego stanu, że czułem się naprawdę źle. Z przejedzenia. Powiedzenie to jednak, w moim przypadku, świetnie pasuje do podróżowania. Nim nie mogę się nasycić. I choć czasami trudy drogi mogą zmęczyć, to jednak nigdy nie mam dosyć. Zawsze mnie intryguje co jest za kolejną górą, co kryje się za kolejnym zakrętem. Są ludzie, którzy podróżują tylko w zorganizowanych grupach, są inni którzy w drogę ruszają ze znajomymi, czy z ukochaną/ukochanym. Ja najchętniej odkrywam nowe miejsca sam. Odnoszę wrażenie, że tylko samotny podróżnik, może całkowicie otworzyć się na otaczający go świat, chłonąć go do woli i w swoim rytmie. Może obserwować w ciszy, wracać, zmieniać plany, czekać z aparatem na odpowiednie światło. Podróżowanie samemu nie wyklucza oczywiście wynajęcia przewodnika, wysłuchania mieszkańca jakiegoś miejsca, pokonania fragmentu trasy z napotkanymi osobami, czy nawet skorzystania czasem z usług jakiejś lokalnej agencji turystycznej. Wręcz przeciwnie. Z kimś także można być samemu. Co więcej powyższe nie oznacza też wcale, że jestem samotnikiem i najlepiej czuję się tylko z sobą. Skądże. Uwielbiam podróżować z bliskimi, konfrontować impresje i spostrzeżenia, organizować znajomym i mniej znajomym wyprawy, zadarza mi się też pracować jako pilot-przewodnik. Jednak dotyczy to miejsc, które już znam, do których wracam. Odkrywać, poznawać nowe, wolę jednak sam. A Wy jak lubicie podróżować? Gdy patrzę na powyższą mapkę bardzo trudno mi powiedzieć co przede wszystkim chciałbym jeszcze zobaczyć. Tak jak już napisałem – wszystko. Trudno w tym „wszystko” o określenie jakichś priorytetów. Najwięcej szarych plam mam w Afryce i Azji i – teoretycznie – tam właśnie powinno mnie najbardziej ciągnąć. I ciągnie. Ale równocześnie wciąż i coraz bardziej pasjonuje mnie ten najbardziej czewrony region tej mapki – Ameryka Łacińska. Choć znam ją najlepiej ze wszystkich kontynentów, choć w niej zamieszkałem, to lista miejsc które chciałbym jeszcze tu zobaczyć (pierwszy lub kolejny raz), rzeczy które chciałbym tu zrobić, nieustannie się wydłuża. Apetyt i fascynacja nieustannie rosną. Czasem mam wrażenie, że to takie błędne koło – im więcej poznaje, tym bardziej sobie zdaję sprawę o jak wielu rzeczach nie mam pojęcia, jak wiele pozostało zagadek do odgadnięcia. Ale wcale nie mam ochoty z tego koła się wyrwać. Niech się kręci coraz szybciej. Jeśli jednak musiałbym ułożyć teraz listę życzeń z państw w których nigdy nie byłem, to znalazłyby się na niej na pewno Etiopia, Mali, Madagaskar, Indie, Laos, Bhutan, Palau i Japonia. Oraz Kanada zimą. I jeszcze jednak uwaga. Takie mapki są oczywiście bardzo mylące. Bo czy np. pobyt w stolicy jakiegoś państwa rzeczywiście uprawnia do twierdzenia, że było się w jakimś państwie? Być się było, ale raczej na pewno się go nie poznało. No chyba, że tym państwem jest Monaco, a stolicą Monte Carlo. Np. na mojej mapce ślicznie wyglądają zaczerwienione Stany Zjednoczone. To duża, robiąca wrażenie, czerwona plama. Ale kryjący się za tą amerykańskim szkarłatem stan faktyczny jest o wiele bardziej skromny. Bo USA nie znam prawie wcale. Tej czerwieni, tak naprawdę, powinno być tam maksymalnie tyle:
To samo dotyczy np. Rosji, z której znam (i to też słowo mocno na wyrost) tylko Moskwę.Czyli nic.
A jak jest u Was? Podzielcie się, proszę, swymi podróżniczymi marzeniami i preferencjami. A może przeciwnie,wcale Was nie ciągnie w świat? Bo ponoć tacy ludzie także są...
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Osoby uczulone na nachalną reklamę mogą tej notki nie czytać. Bo będzie ona reklamą. I niczym więcej. Bezczelną i wyrwaną z kontekstu blogu...:) Ale czego się nie robi dla przyjaciół? Stali czytenicy pewnie pamiętają, że kiedyś już wspominałem o otworzonym przez moich przyjaciół e-sklepie z eleganckimi, włoskimi koszulami i krawatami, oraz innymi akcesoriami dla tych którzy z upodobania, bądź obowiązku często chadzają w garniturach. Menswear.pl się ten sklep nazywa. Mimo kryzysu firma się na szczęście rozwija i niedawno do asortymentu dołączyły koszule z rękawami zapinanymi na spinki, o które niektórzy z Was ostatnim razem się upominali. Już są. Pojawiły się tam także, i jesem bardzo ciekawy jak zostaną w Polsce przyjęte, męskie bokserki z efektem push-up. Czyli takie Wonderbra dla facetów, tylko że noszone niżej... ;) Zupełnie szczerze i uczciwie dodam, że miałem kilka razy w ręku sprzedwane tam koszule i krawaty, i ich jakość jest naprawdę przednia. Niestety bokserek nie testowałem... Gdybyście mieli jakieś pytania, krytyki czy uwagi odnośnie asortymentu, czy funkcjonowania samego sklepu/strony to śmiało możecie je umieścić tutaj w komentarzach. Jestem pewien, że Tomek i Magda odpowiedzą.
Koniec reklamy. >Technorati tags: MensWear.pl, moda, koszule, e-handel, e-commerce |