Blog > Komentarze do wpisu

Katastrofa Air France

Uwielbiam latać samolotem. Podróż lotnicza nie wywołuje u mnie żadnego stresu, wręcz przeciwnie – działa uspokajająco i relaksująco. W chwili gdy maszyna odrywa się od ziemi wpadam w specyficzny błogostan, mam wrażenie że wszystkie moje problemy i zmartwienia pozostały tam na dole. Świadomość, że przez najbliższe kilka godzin podróży będę w zupełnie innym wymiarze, gdzie w sumie nic ode mnie nie zależy, sprawia mi wielką frajdę. Jak dziecko, godzinami mogę gapić się przez okienko, nawet jeśli to czarna noc i widać tylko gwiazdy.

Nawet wszelkie turbulencje i awarie („zaliczyłem” już częściową awarię elektryczności na pokładzie i kłopoty z wysunięciem podwozia przed lądowaniem) przynoszą mi jakąś masochistyczną przyjemność, podobną do tych której dostarczają niektóre urządzenia lunaparków – wrzeszczysz, niby boisz sie, ale w sumie bardzo Ci się to podoba i wiesz, że się to dobrze skończy. W samolocie mam tak samo. Moje zaufanie do wytrenowania pilotów i przede wszystkim niezawodności maszyn jest znacznie większe niż, chociażby, wiara w rozsądek i bezawaryjność innych uczestników ruchu, podczas prowadzenia samochodu.

Mimo to muszę przyznać, że wczorajsza katastrofa Air France, trochę mną poruszyła. Zwykle wiadomości o rozbitych samolotach spływają po mnie jak wiosenny deszcz – tym razem jakoś nie mogę przestać o niej myśleć i dzisiaj przez kilka godzin wertowałem internetowe wydania brazylijskich gazet w poszukiwaniu kolejnych relacji i informacji.

Jak chociażby historia tego młodego małżeństwa z São Paulo, które w sobotę miało wesele i w niedzielę wsiadło do feralnego samolotu, aby udać się na miodowy miesiąc do Europy. Aż dwie takie młode pary były na pokładzie... Albo – zupełnie odwrotna – opowieść o dwóch Brazylijczykach, którzy strasznie się wściekali i wyzywali od najgorszych granicznych policjantów, którzy nie wpuścili ich na pokład samolotu Air France ze względu na przedawnione paszporty... Przypadek, przeznaczenie?

Zastanawiam się dlaczego ten właśnie wypadek aż tak bardzo wlazł mi pod skórę? Złożyło się na to pewnie kilka czynników – Air France jest jednym z moich ulubionych przewoźników, dosłownie kilkanaście dni temu odprowadzałem bliską przyjaciółkę na samolot lecący z Caracas do Paryża, a ja sam też na trasie Ameryka Południowa – Europa latam dość często. No i jeszcze ta tajemniczość tej katastrofy – nie żadne „tradycyjne” kłopoty przy starcie, bądź lądowaniu, ale zaginięcie gdzieś na środku oceanu. Dobrze, że przynajmniej nie nad Trójkątem Bermudzkim...

Na szczęście nie sądzę aby ten wypadek zmienił mój stosunek do latania. Nadal się cieszę, że prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu będę musiał kilka razy wsiąść do samolotu...


>Technorati tags: , , , , .

wtorek, 02 czerwca 2009, tierralatina

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/06/03 02:27:35
Mam tak samo jak ty - lubie latac i w samolocie czuje sie bezpiecznie jak w kokonie, z ktorego moge z gory patrzec na swiat. Swego czasu lecialam ta sama trasa z Montevideo do Madrytu. Byla noc i przyznac musze, ze byl to jeden z najnudniejszych lotow mego zycia (pierwszy to Los Angeles - Tahiti).
Tak jak tobie nie daje mi ta katastrofa spokoju. Nie umiem sie z nia pogodzic. Kiedys na pytanie meza co zrobimy w razie katastrofy, odpowiedzialam, ze mu powiem "Dziekuje Stef, udalo nam sie razem przezyc kawal ciekawego zycia".
Gdy dzis przeczytalam o tych dwoch mlodych parach udajacych sie w podroz poslubna, pierwsze co przeszlo mi przez glowe bylo to, ze oni nie mieli szansy na dlugie, ciekawe zycie...
Z francuskiej TV dowiedzialam sie, ze zginelo dziesieciu pracownikow tej samej firmy. Jako nagrode za doskonala prace firma ofiarowala im i ich zyciowym partnerom czterodniowy pobyt w Rio. Oni tez nie mieli szansy. Ich dzieci takze.
Szkoda.
-
2009/06/03 22:54:54
Tierra Incognita, a ja zawsze na kacu wychodze z samolotu. Chciałbym tak jak ty, na luzie. A za miesiac znowu kilkanaście godzin nad Andami :/
-
2009/06/04 00:17:09
@antek: Jedno drugiego na szczescie nie wyklucza... Nigdzie nie napisalem, ze w trakcie lotu jestem abstynentem! ;-)

PS. Piekne sa loty nad Andami. I w dodatku prawie zawsze sa turbulencje.
-
2009/06/04 07:47:40
Ja tez uwielbiam latac i tez nie jestem wtedy abstynentem.Nie ma to jak dobre piwko na sen.To co mnie tez poruszylo, to fakt zaginiecia samolotu i brak sygnalu zagrozenia ze strony pilotow.Albo go zestrzelili ,albo sie z czyms zderzyl.Wybuchu tez nie mozna wykluczyc.Air France nalezy do moich ulubionych linii.Podobnie jak brytyjczyk.
-
Gość: adasko, 212.183.134.13*
2009/06/05 20:27:30
Wiesz,tak czytam ten komentarz i mam wrazenie,jak bym to ja go napisal,slyszalem katastrofach i jakos przechodzilem obok bez zbednych emocji,ale ta utkwila mi szczegolnie w moim umysle,nie moge przestac myslec o tych ludziach i o tym,co sie stalo.Pokazuje to,jak krotkie moze sie okazac zycie dla kazdego z nas,kiedy np. mysle o tych siedmiorga dzieciakow,czy niemowlaku,ktory niewinnie,niczego nie swiadomy,instynktownie ufal swoim rodzicom,naprawde nie moge uwierzyc w to,co sie stalo.Bardzo lubie latac,ale wiem,ze teraz,ilekroc bede wsiadal na poklad samolotu,bede caly czas myslal o tych ludziach i tragedii,jaka ich spotkala i wiem tez,ze zawsze,kiedy wyladujemy bezpiecznie,bede stal przed nowa sznsa zmienienia czegos w swoim zyciu,lub zrobienia czegos dobrego dla innych.
-
2009/06/08 08:11:06
@tartaczek: Zestrzelili? Pewnie kosmici... W sumie moze sie tez z zderzyl z ich latajacym talerzem... :)

Mowiac powaznie to nikt rozsadnie myslacy i znajacy sie troche na lotnictwie akurat tych dwoch, podawanych przez ciebie hipotez, nie bierze pod uwage.
-
Gość: julka, 85.219.133.3*
2009/06/09 22:22:17
bardzo ciekawa wypowiedz pierwszego przedmówcy, aż chce się czytać, optymizmu pozazdrościć .....pozdrawiam
-
Gość: wiktoria, 77-253-67-252.adsl.inetia.pl
2009/06/10 00:21:51
wiecie co, tak czytam to wszystko i mam dokaldnie takie same odczucia.nigdy zadna katastrofa lotnicza nie wywarla takiego wrazenia na mnie,moze to zle okreslenia,ale tak jest.nie moge sie pogodzic z tym co sie stalo chociaz to mnie nie dotyczy.wspolczuje tym ludziom i rodzinom.tez uwielbiam latac i czuje wtedy taki dreszczyk emocji,ale powiem szczerze ze po tej katastrofie troche jestem przerazona.najgorsze jest to ze prawdopodobnie nie dowiemy sie co sie tak naprawde stalo.za duzo niejasnych sytuacji wokol i zaczyna wygladac podejrzanie.pozdrawiam